To święto wschodniosłowiańskie obchodzone w okolicach 6 grudnia, tj. mniej-więcej 2 tygodnie przed Szczodrymi Godami. Był to podobno czas, kiedy typowo łapał już mróz i wierzono, że jeśli w tym czasie spadł śnieg, to przyszły rok miał być urodzajny.
Sama nazwa pochodzić może od rosyjskiego Christs Spasitiel, czyli “Chrystus Zbawiciel” i w tej interpretacji jest niewątpliwie chrześcijańska. W kontekście tego “Spasu” można jednak jeszcze zaproponować drugą, bardziej ludową etymologię słowa, jaką jest “Robienie Zapasów” - i tutaj ma to sens jako dopychanie spiżarni przed zimą. Czym mogli Słowianie dopychać spiżarnię przed zimą? Zapewne nadmiarowymi zwierzętami, które teraz tylko niepotrzebnie zjadałyby paszę, a wraz z przyjściem mrozu mogły spokojnie się mrozić na zewnątrz jak w lodówce oczekując na ewentualne osolenie, uwędzenie w kominie, i ususzenie.
Miałoby to sporo sensu, wziąwszy pod uwagę, że w tym okresie trzeba było Dziadka Mroza przekupić “prezentem”. Dlaczego nie świnką albo owieczką, która magicznie “znikała” z obory? A później to dziadek mróz przynosił dzieciom “smakołyki”. Teraz mamy na myśli słodycze, ale kiedyś to mogła być kiełbasa, której w ciągu roku właściwie się nie jadło, bo nie było to praktyczne. Dopiero na zimę, kiedy wybijano nadmiarowe sztuki, pojawiało się mięso w większej ilości, które jest przecież przysmakiem. Biorąc pod uwagę wschodni zwyczaj zapraszania mrozu (Dziadka Mroza) na święta Szczodrogodowe, zwyczaj ma zapewne korzenie przedchrześcijańskie.
Do święta można więc podejść co najmniej na 3 sposoby:
Jeśliby chcieć je przeprowadzić z Dziadkiem Mrozem - przynajmniej wedle wierzeń pierwotnych - to święto powinno mieć charakter przebłagalny, albowiem był on złośliwą postacią, porywającą dzieci do swojego worka, z którego dopiero należało je wykupić za różne podarki. Możliwe więc, że pierwotnie w święcie chodziło po prostu o przywitanie i obłaskawienie zimy (albo wytłumaczenie dzieciom, dlaczego świnka znikła z zagrody).
Jeśliby zaś patrzeć na bardziej współczesny kult powiązany ze św. Mikołajem, to należałoby Spas Zimowy przeprowadzić jak popularne “mikołajki”, z tą różnicą, że we wcześniejszym zwyczaju miał przynosić Dziadek Mróz (albo Gwiazdor, czy Weles) nie prezenty, ale smakołyki, tym, którzy wyczyścili buty i postawili je w sieni.
Można też nadać mu ambiwalentny charakter i np. postraszyć nim dzieci. Te, które będą niegrzeczne i do tego nie wyczyszczą butów, zostaną zabrane przez niego do worka, w którym weźmie je do swojego zimowego królestwa*, zaś kto będzie solidny i dopełni rytuału otrzyma nagrodę.
*Gdzie będą do wiosny jadły mech i surowe mięso renifera, a potem będą wracać do domu na piechotę. Ewentualnie, że trzeba je będzie wykupić za ich wagę w słodyczach, i przez to dzieci nie dostaną nic przez cały rok!
Organizacja Spasu Zimowego w większym gronie to okazja do biesiady i drobnych figli w związku z przyjściem zimy.
Można się przy okazji tego święta spotkać i np. podzielić otrzymanymi łakociami. A może sam Dziadek Mróz się “zjawi” w chramie i trzeba będzie kogoś wykupić z worka?
Oczywistą do przeprowadzenia wydaje się wróżba ze śniegu, który jeśli spadł, wróży urodzaj na przyszły rok.
Świętowit, Weles, Marzanna, Swarni, Dziadek Mróz