Dziady to czas poświęcony naszym przodkom. Jak wszystkie święta zmarłych jest celebrowany z radością, jednak te jesienne powinny się kojarzyć z usypianiem. Tak jak przyroda usypia na jesieni, tak i naszych przodków prowadzimy teraz za pomocą ognisk palonych na rozstajach, aby mogli w spokoju spocząć w krainie zmarłych. Termin dziadów jesiennych nie bez powodu przypada w czasie tradycyjnego święta zmarłych, gdyż jest z nim ściśle powiązany. Tradycyjnie termin święta dziadów powinien przypadać na pierwszy/drugi nów, lub pierwszą-drugą pełnię po święcie plonów, co typowo dawało ruchomą datę pomiędzy 15.10 a 5.11. Obecnie obchodzi się go dość często dla wygody w ustawowo wolne od pracy święto zmarłych z 31.10 na 1.11. Wcześniejsze palenie ognisk na rozstajach i na grobach zamieniono współcześnie na stawianie zniczy, zaś karmienia dusz niemal zaniechano. Przy okazji dziadów staramy się wskrzesić tę wcześniejszą tradycję.
Wszyscy uczestnicy zbierają się w jednym miejscu. Rozpalane są pochodnie i nakładane maski. Pochód idzie w kolumnie trasą do najbliższego rozstaja. Można na czas pochodu wybrać stosowną pieśń z którą powinno się wcześniej zapoznać przynajmniej kilka osób w pochodzie.
Po dotarciu na miejsce, na rozstaju rozpalane są znicze i składane są ofiary dla zmarłych i duchów miejsca. Przy okazji można pozostawić specjalną ofiarę dla “tego czego chcemy się pozbyć”*. Owe licho zwabione ofiarą powinno pozostać na rozstaju i już nigdy do nas nie wrócić. Stanie się tak o ile będziemy mieć na twarzach maski, a odchodząc od rozstaja nie obejrzymy się za siebie ani razu. Dodatkowym zabezpieczeniem przed odnalezieniem nas przez duchy ma być spalenie maski w ognisku ofiarnym pod koniec obrzędu.
Przemowa do żywych i duchów na samym rozstaju powinna mieć wartość edukacyjną rytualno-społeczną. Kapłan powinien powiedzieć duchom i ludziom po co się tu zebrali i co się wydarzy. Np.
“Duchy tego miejsca! Dziękujemy Wam za gościnę!
Dziadowie i zbłąkani umarli! Idąc za światłem tego ognia znajdźcie drogę do Nawii! Zbłąkane duchy, tutaj jest dla Was ofiara! Zostańcie tu i nie męczcie nas więcej!”
*Z praktyki wiem, że może to być cokolwiek od choroby, poprzez zgubny nałóg, aż do niespełnionej miłości, czy uczucia, że ktoś nas śledzi. Rytuał ma działanie autoterapeutyczne i pomaga dokonać zmiany poprzez symboliczne gesty przemawiające do nieświadomości. Bierze on swoje korzenie w ludowej magii leczniczej, gdzie wynoszono na rozstaj np. wodę po kąpieli dziecka z suchotami z zamiarem pozostawienia tam choroby i jeśliby się kto obrócił, to choroba by do niego wróciła, gdyż spojrzenie na właściwości przyciągające.
Istnieje pewną kontrowersja co do tego, czy podczas Dziadów należy zamykać krąg ochronny. Niektórzy Żercy są stanowiska, że krąg odcina nas od wszystkich duchów, także przodków, a inni twierdzą, że tylko od tych zbłąkanych, zaś przodkowie są ZAWSZE przy nas. Ryzyko związane z niezamknięciem kręgu ciąży przede wszystkim na uczestnikach, ale również i na żercach i jest porównywalne z opuszczeniem kręgu podczas zwykłego obrzędu.
Wiemy, że nasi przodkowie sadzili ciernie na grobach osób, których odwiedzin chcieli uniknąć po śmierci. Na ogniu cierniowym palono także czarowników i czarownice, aby ich dusza nie mogła zaszkodzić nikomu zaraz po śmierci i poszła wprost do wyraju. Cierniste rośliny (np. róże, czy osty) kojarzone są z bóstwem zarządzającym światem umarłych, Welesem i mają moc ograniczania złym duchom poruszania się po świecie. Jeśli obrzęd ma miejsce na ziemi, co do której wiemy, że mamy do czynienia z umęczonymi duchami, bo np. jest to miejsce wciąż żywej w pamięci zbiorowej kaźni, jak Wołyń, Oświęcim, czy Katyń, albo cmentarz ofiar wojny/zarazy, to można się pokusić o dodatkowe, poza zamknięciem kręgu, symboliczne postawienie bariery z cierni, oraz sypanie za pochodem maku, aby dusze błądzące musząc go wyzbierać znalazły zajęcie aż do piania koguta. Ciernie można położyć (bez oglądania się za siebie) po drodze z rozstaja na miejsce obrzędowe, bądź suszone powierzyć z namaszczeniem Swarożycowi wprost w święty ogień, z intencją, aby dla nas postawił barierę ochronną na czas trwania obrzędu.
Po wezwaniu Bóstw, po przemowie do przodków (dziadów) zapraszamy ich do stołu słowami: “Święci dziadowie, chodźcie do nas wieczerzać! Proszę Was na wieczerzę!”
Podczas świąt jemy to co najlepsze i też to co najlepsze ofiarujemy swoim przodkom. Potrawy wcale nie muszą być jarskie, a wręcz jesienną porą warto pokusić się o złożenie w ofierze np. Potraw z mięsa i grzybów, oraz potraw z makiem.
Sól w potrawie ofiarowanej przodkom nie zaszkodzi mimo ich duchowej formy, jeśli szkodzenie nie będzie intencją składającego.
Świętowit, Weles, Mokosz (i/lub Marzanna), Rod, Chors (o ile robimy zgodnie ze sztuką, czyli w okolicach pełni lub w nowiu)
Zanim przystąpimy do biesiady, to (o ile rzecz się dzieje w domostwie), warto przeprowadzić poniższy rytuał.
Mężczyzna (Głowa rodu? Żerca?) okrąża dom z chlebem trzykrotnie i puka do drzwi. Kobieta odpowiada:
Kobieta: Kto idzie?
Mężczyzna: Sam Bóg.
Kobieta: Co niesie?
Mężczyzna: Boski dar.
Po czym wchodząc do domu zapraszamy przodków jako pierwszych.
Niektóre święta wymagają robienia hałasu celem odegnania złych duchów, jednak dziady to czas spokoju i usypiania. Nie chcemy wystraszyć dusz przodków i dlatego podczas dziadów nie używamy instrumentów. Stonowana pieśń dla umarłych w stylu “Martwe” zespołu “Alne” na podstawie fragmentu wiersza Teofila Lenartowicza byłaby jak najbardziej na miejscu. Dziady są, mimo celebracji spokoju i usypiania, mimo wszystko świętem radosnym i pieśni, zwłaszcza już po otwarciu bramy zaświatów, są jak najbardziej na miejscu.
Przed głównym obrzędem należy udać się wspólnie na najbliższy rozstaj celem rozpalenia ognia dla wędrujących dusz. Jeżeli wydarzenie odbywa się poza miastem, gdzie nie ma sztucznego oświetlenia drogi, to dobrym pomysłem jest oznaczenie jej (póki jest widno) niewielkimi zniczami co kilka metrów także dla żywych. Poproś zebranych o zabranie własnych zniczy, ale ze składek zakup na wszelki wypadek dodatkowe. Zawsze można ich użyć jako dekoracji, albo zachować na kolejny obrzęd.
Przed głównym obrzędem konieczne będzie zaopatrzenie się w tzw. Kraboszki. Czyli maski drewniane, gliniane, z kory, lub innych naturalnych materiałów. Uczestników należy o tym powiadomić z wyprzedzeniem. Mimo tego należy wykonać kilka prostych masek “dyżurnych” dla zapominalskich. Te maski nie będą palone w ognisku, ale zostaną zwrócone do organizatora. Trzeba o tym głośno powiedzieć w momencie ich “wypożyczania”. Historycznie stanowią ochronę przed złymi duchami, które przyjdą na Dziady, żeby nie poznały naszej tożsamości.
Spalenie masek może nastąpić po zdrawicy, i ewentualnym otwarciu kręgu, co symbolicznie odcina personę (maskę) wykonującego obrzęd od niego samego i wprowadza duchy w błąd. (Dla duchów ogień obrzędowy to brama, a maska ma udawać ducha, więc jeśli maska spłonie w ogniu, to znaczy, że przodek po prostu wrócił do Nawii i nie ma co drążyć tematu.)
Można też w maskach iść na miejsce biesiadne i zdjąć je dopiero tam, nie paląc ich wcale. Warto jednak przed progiem rozsypać trochę maku, żeby złe duchy podążające za nami musiały się zatrzymać i policzyć (pozbierać) ziarnka, a przez to nie mogły zobaczyć momentu jak ściągamy maski. Można też ostrożnie (wylewając nisko, przy samej ziemi, tak, żeby nie oblać stojących tam dusz) kilka kroków za progiem wylać miskę CZYSTEJ wody tworząc w ten sposób symboliczne jezioro, które dla złych dusz będzie nie do przejścia.
Ponieważ dziady jesienne, w przeciwieństwie do wiosennych, powinny odbywać się o zmroku, konieczne będą pochodnie. Pochodnie to nic innego jak długie na około metr kije (dwa razy grubsze od kija od szczotki, żeby ogień nie przepalił) owinięte szmatką z organicznych materiałów (np. strzępami ze starej, bawełnianej koszuli) umocowanych dodatkowo dla bezpieczeństwa za pomocą metalowych drucików. Następnie taką pochodnię nasącza się olejem i podpala. Najlepiej podpalić najpierw jakieś drewienko, a potem odpalić od niego wszystkie pochodnie naraz, żeby paliły się równo. Pochodnie niesiemy uważnie, pochylone lekko do przodu, z dala od innych uczestników, gdyż będzie z nich kapać rozgrzany olej.
Jeśli jakakolwiek część dziadów (włącznie z biesiadą) będzie odprawiana w zamkniętym pomieszczeniu, to należy pozasłaniać lustra (żeby dusze się nie zapatrzyły i nie zgubiły w świecie żywych), oraz pochować wszystkie ostre przedmioty (typowo noże), żeby dusze się nie pokaleczyły. Podczas biesiady należy wystawić dodatkowe nakrycie dla dusz na którym należy położyć chleb, sól a obok dać coś do picia, aby dusze przodków odwiedzających Biesiadę nie odeszły głodne (opcjonalnie można dać po trochu z każdej potrawy). Jeśli komu w trakcie biesiadowania upadnie sztuciec, należy pozostawić go dla duchów. Gdyby go kto jednak odruchowo podniósł, to w to miejsce niech położy kawałek chleba. Po skończonej biesiadzie stół zostawiamy zastawiony do rana,aby dusze mogły się z tego pożywić. Co zostanie, trzeba potem zakopać, gdyż było spożywane przez dusze i mogłoby być szkodliwe dla żywych!
Siadając na krześle należy lekko dmuchnąć, na siedzenie, żeby przesunąć duszę, która mogłaby tam siedzieć, a jest niewidoczna.
Przez całe dziady jest wskazane wspominać naszych bohaterskich przodków. W końcu to ich święto!
Ogień obrzędowy jest podczas święta zmarłych bramą przez którą dusze przechodzą ze świata zmarłych do świata żywych. W związku z tym, żeby upewnić się, że żaden z przodków nie zostanie przez przypadek uwięziony na ziemi na kolejny rok, trzeba podtrzymywać ogień do rana. Poranne* pianie koguta (w lesie za znak możesz uznać np. skrzek bażanta, lub kuropatwy - po prostu upewnij się, że nadchodzi dzień) zwiastuje właściwy koniec dziadów.
Ogień można z konieczności przenieść do znicza i zabrać ze sobą na miejsce biesiadne - byle do rana nie zgasł.
*Słyszy się czasem anegdoty o tym jak to kogut wyznaczał dawnym mieszkańcom wiosek swoim trzykrotnym, porannym pianiem, rytm prac polowych. Było to bardzo przydatne przed wynalezieniem budzika. Z kolei od strony rytualnej przypomina to trzykrotne wzywanie duchów do odejścia do krainy zmarłych. Podobny motyw widać przy ruszaniu konduktu żałobnego spod domu zmarłego (patrz: pochówek i stypa).